malessowie.com

Na zakręcie, Re Laurino

W prastarych czasach, kiedy jeszcze w alpejskich dolinach istniały olbrzymy i karły, we wnętrzu gór, które nazywamy Rosengarten (ogród różany), panował król karlów Laurin. Posiadał on niezliczone skarby spośród których najcenniejszym była czapka niewidka, która, gdy ją założył, sprawiala że stawał się niewidoczny. Dumą Laurina był jego przepiękny ogród przed bramą skalnego zamku. Przez cały rok kwitły w nim niezliczone czerwone róże, które otoczone były złotą jedwabną nicią. Biada temu, kto odważył się przerwać nić i zerwać choćby jedną różę! Laurin groził odcięciem lewej ręki i prawej nogi. Dolomity Rosengarten. Zamek Laurina - króla krasnoludów. Przez okna wpadają ostatnie promienie zachodzącego słońca. Przy kamiennym stole do wieczerzy zasiada król i jego siedmiu zaufanych. Pałaszują sałatkę zastanawiając się, jakie danie główne przygotował dzisiaj kucharz Roman. Na primo piatto jest do wyboru krem z porów albo gnocci. Laurin wybiera zupę, co natychmiast spotyka się z wyrazami uznania współbiesiadników. Wszyscy chwalą wybór króla, nikt nie śmie zamówić alternatywnego dania. Przez salę jadalną biegnie deklaracja: - Laurin: Podajcie mi zupę. - Krasnolud 1: Mnie też. - Krasnolud 2: Mnie też. - Krasnolud 3: Mnie też. - Krasnolud 4: Mnie też. - Krasnolud 5: Mnie też. - Krasnolud 6: Mnie też. - Krasnolud 7: Mnie też. Tym razem kucharz Roman nie ma szansy popisać się głównym daniem - jeszcze w trakcie spożywania zupy ucztujący słyszą przeraźliwy ryk osła Hansa: iha (...) iha (*) - znak, że ktoś obcy przekroczył bramy różanego ogrodu (oczka w głowie króla Laurina). - Jak to się mogło stać? - zastanawia się Krasnolud 1 (Minister Obrony Narodowej) - Przecież używamy najnowocześniejszych zabezpieczeń. Do zamku przybywa goniec wysłany przez straż północnej bramy z informacją, że dwa tuziny bladolicych wędrowców przechadzają się po ogrodzie. Przywiózł ich wielki ryczący rydwan, który próbowali ukryć w stodole. Chodzą gęsiego za Mężczyzną w Fantazyjnej Czapce. Zwiadowcy króla podejrzewają, że to nakrycie głowy ma właściwości czapki niewidki, a póki co właścicielem jedynej takiej czapki jest sam Laurin. Jak to tej pory nie udało się jednak tej tezy potwierdzić - mężczyznę zawsze i wszędzie świetnie widać i słychać. Goniec raportuje, że przybysze spacerują po ogrodzie i widocznie zachwycają się kwiatami. Mężczyzna w Fantazyjnej Czapce coś objaśnia, pozostali słuchają, wąchają kolorowe różane główki, licytują się kto znalazł najpiękniejszą. Zamkowa straż z ukrycia obserwuje wędrowców. Czekają na jeden podejrzany ruch - gotowi pochwycić wszystkich i pod przymusem zaprowadzić przed oblicze króla. Ale przybysze zachowują się nienagannie - oglądają, wąchają, zachwycają się, ale nikt nawet nie dotyka różanych pąków, nie wspominając już o zrywaniu kwiatów. A na to właśnie czeka krasnoludzki oddział - za ułamanie łodyżki choć najmniejszej róży Laurin kara obcięciem prawej ręki, za zdeptanie kwiatu - obcięciem lewej nogi. Tymczasem król wysłuchuje relacji gońca - ten opowiada o nienagannym zachowaniu obcych, ale zwraca też uwagę na ich dziwny wygląd. Tutaj zdawkowo opowiada o strojach noszonych przez intruzów - Laurin zostawia krasnoludom swobodę dobierania stroju, więc różnokolorowe wdzianka nie robią na straży wrażenia. Uwagę, natomiast, przykuwają oczy przybyszów. Wszyscy mają duże czarne oczy bez źrenic, niektórzy - chyba ci ważniejsi rangą - mają dokoła oczu kolorową obwolutę, np. Mężczyzna w Fantazyjnej Czapce ma białą. Wizja dużych czarnych oczu niepokoi Laurina - każe przyprowadzić wędrowców przed swoje oblicze. Nie mija pięć minut i już wszyscy stoją spętani w sali jadalnej. Zaiste, gońcy nie kłamali - ogromne ciemne oczy przybyszów sieją trwogę w krasnoludzkich sercach. - Kim jesteście i czego tu szukacie? - pyta król zwracając się do mężczyzny, którego zwiadowcy uznali za przywódcę grupy. - Jesteśmy (aktywnymi) turystami. Zwiedzamy Dolomity i Twój piękny ogród, Panie. - bez zająknięcia odpowiada zapytany. - Co niesiecie w tych ogromnych worach na plecach? - O, same dobre rzeczy. Racz, Panie, skosztować... 10 godzin później. Laurin i krasnale budzą się z głębokiego snu. Przybysze, ciągle związani, siedzą w kółku i śpiewają "Góralu, czy ci nie żal?". - Dość! - ryczy Laurin. Nim głos jego przebrzmiewa w komnacie wszystkie obecne tu krasnoludy chwytają się za głowy. - Dość! - powtarza - Musicie ponieść karę. Ty musisz. - tu Laurin dźga palcem Mężczyznę w Fantazyjnej Czapce. - Ale za co, Panie? Wszak nie zrobiliśmy krzywdy żadnemu z Twoich kwiatów. - Patrzyliście się na nie swoimi przerażającymi oczyma. Wyłupać mu lewe oko! W ułamku sekundy obok wodza intruzów zjawia się krasnolud i lekko podrdzewiałym mieczem wykonuje rozkaz. Duże czarne oko w białej oprawie upada z głuchym stuknięciem na posadzkę. Ofiara ani drgnie. Szmer podziwu i trwogi wypełnia komnatę. - Nie czują bólu! - Nie czują bólu! - Nie czują bólu! - Nie czują bólu! - Nie czują bólu! - Nie czują bólu! - Nie czują bólu! - niesie się po sali. - Oko mu odrasta! - ... Obok zachowanego dużego prawego oka pojawiło się jasne, jeszcze małe, lewe. Na ten widok siedem zaufanych krasnoludów, straże i służba pędem udają się w kierunku drzwi. Nie pomagają rozkazy króla - strach przed nieznanymi mocami jest silniejszy. W sali jadalnej zostaje tylko Laurin i przybysze z północy. Mężczyzna w Fantazyjnej Czapce wie, że teraz jest najlepszy moment na negocjacje. - Znać, Panie, żeś odważny i mężny. Nie zrobimy Ci krzywdy - będzie dla nas honorem mieć w Tobie przyjaciela. Racz nas rozwiązać, Panie. Co prawda, moglibyśmy to zrobić sami, ale energia, która się przy tej okazji wytworzy, zniszczy Twój różany ogród, a tego chcielibyśmy uniknąć, gdyż bardzo przypadł nam do gustu. Laurinowi podobają się pochlebne słowa na temat własnego męstwa. Jednocześnie, będąc sam na sam z obcymi, trochę obawia się o losy królestwa, a przede wszystkim o przyszłość swojej największej miłości, czyli Rosengarten. Jednooki obiecuje, że po uwolnieniu natychmiast wraz z towarzyszami uda się do północnej bramy królestwa i nigdy więcej nie będą go nachodzić. Król przystaje na propozycję - uwalnia mężczyznę, a ten pomaga oswobodzić się pozostałym. W dowód wdzięczności zostawiają Laurinowi resztę podróżnych trunków, oficjalnie się żegnają i opuszczają granice różanego królestwa. Trochę im żal, że nie wolno im tu wrócić, na szczęście zabierają ze sobą mnóstwo wspomnień. Niedługo się dowiedzą, że różane ogrody na zawsze zostały ukryte przed dużymi i małymi oczyma wszystkich stworzeń... Ale o tym - następnym razem. ITALIANO Prima versione La leggenda narra che sul Catinaccio, dove oggi possiamo notare fino a primavera inoltrata una chiazza di neve, il cosiddetto Gartl (letteralmente "piccolo giardino"), si trovava il giardino delle rose di Re Laurino; da questo il nome tedesco del Catinaccio: Rosengarten (giardino delle rose). Re Laurino era il monarca di un popolo di nani che attraverso scavi nella roccia delle montagne, trovava cristalli, oro e argento. Oltre a queste ricchezze possedeva due armi magiche: una cintura che gli dava la forza pari a quella di 12 uomini e una cappa che lo rendeva invisibile. Un giorno il Re dell'Adige decise di concedere la mano della sua bellissima figlia Similde, e per questo decise di invitare per una gita di maggio, tutti i nobili delle vicinanze. Tutti tranne Re Laurino, che decise comunque di partecipare come ospite invisibile. Quando sul campo del torneo cavalleresco vide, finalmente, la bellissima Similde, se ne innamorò all'istante. Istintivamente la caricò in groppa al suo cavallo e fuggì con lei. Tutti i nobili invitati si lanciarono all'inseguimento del fuggiasco, schierandosi poi all'ingresso del Giardino delle Rose per bloccargli il passaggio. Re Laurino allora indossò la cintura, che gli dava la forza di dodici uomini e decise di combattere. Quando si rese conto che non poteva battere tutti quegli uomini e stava per soccombere, indossò la cappa che lo rendeva invisibile e si mise a saltellare da una parte all'altra del giardino, convinto di essere invisibile agli occhi altrui. Ma i cavalieri riuscirono ad individuarlo osservando il movimento delle rose sotto le quali Laurino cercava di nascondersi. Lo catturarono, tagliarono la cintura magica e lo fecero loro prigioniero. Re Laurino, arrabbiato per ciò che gli stava accadendo, si girò verso il Catinaccio che lo aveva tradito e gli lanciò una maledizione: "né di giorno, né di notte alcun occhio umano potrà più ammirarti". Ma nell'enfasi della rabbia Re Laurino si dimenticò dell'alba e del tramonto e così, da allora, accade che il Catinaccio, sia al tramonto che all'alba (né di giorno né di notte), si colori esattamente come un giardino di ineguagliabile bellezza. Seconda versione Tanto tempo fa, sarebbe esistito sul massiccio del Catinaccio un popolo di nani, governati da Laurino, un sovrano saggio e buono. La figlia di questi, la bellissima principessa Ladina, aveva un enorme campo di rose che curava assieme al padre (il nome tedesco del Catinaccio è Rosengarten, "giardino di rose"). Un giorno passò di lì il principe Latemar, sovrano dell'omonimo monte, che, vedendo il giardino di rose e domandandosi come potesse crescere in un luogo così tanto selvaggio e inospitale, decise di avvicinarsi. Vide così la principessa Ladina, intenta come ogni giorno a curare le coloratissime piante, e innamoratosene, la rapì. Quando re Laurino venne a sapere che gli era stata portata via la figlia, che amava più di ogni altra cosa al mondo, pianse tutte le sue lacrime e, prima di morire per il dolore, maledisse i fiori che avevano rivelato la posizione del suo regno e avevano causato il rapimento di Ladina. Poi, dopo aver ordinato che tutte le rose non fiorissero mai più né di giorno né di notte, spirò. Ma nella disperazione si era dimenticato dell'aurora e del tramonto, che da allora in estate ammantano i monti di rose colorate, al principio e al termine di ogni giornata. La fontana di re Laurino Teodorico il Grande (Dietrich von Bern) mentre lotta contro il re Laurino, in una statua a Bolzano A Bolzano, davanti ai palazzi della Giunta e del Consiglio Provinciali, nei pressi della stazione ferroviaria, è stata collocata la statua di re Laurino (Laurinsstatue). Nelle vicinanze sorge l'Hotel Laurin che prende il nome dal leggendario re e conserva al suo interno un imponente ciclo pittorico dedicato alla leggenda, eseguito nel 1911 dall'artista Bruno Goldschmitt di Monaco di Baviera. La scultura in marmo bianco raffigura il re degli Ostrogoti Teodorico il Grande (Dietrich von Bern nella Þiðrekssaga), che sottomette il re del popolo delle Dolomiti, re Laurino. In origine la fontana con il gruppo scultoreo fu eretta nel 1907 per illustrare la leggenda del Catinaccio, e venne collocata lungo le passeggiate del torrente Talvera. La statua fu oggetto di diatribe tra le etnie conviventi sul territorio. Nel 1931 il senatore nazionalista italiano Ettore Tolomei auspicò che la statua potesse essere rimossa. La notte del 4 luglio 1933 squadre fasciste vandalizzarono il monumento, causando il distacco e la rottura della statua di re Teodorico. Il Tolomei nell'occasione parlò di «un atto di generosa impazienza di giovani... nobile nell'intenzione, dappoiché cancella a Bolzano un oltraggio straniero o non conosciuto o tollerato per troppo tempo... un insulto permanente a Bolzano italiana...». Nei giorni seguenti la fontana fu smontata e rabberciata nel cortile del Museo Civico. Nel 1936 fu ricollocata nel Museo storico italiano della guerra di Rovereto. I cittadini di madrelingua tedesca non videro bene il trasferimento, interpretato come parte del processo di politica snazionalizzatrice forzata operato del regime fascista in Alto Adige, e nella notte del 9 luglio accesero otto falò per protestare contro la profanazione della fontana. Solo nel 1994 la statua, al termine di lunghe trattative, fu riportata a Bolzano.

Re Laurino